Podsumowanie 2005
31 Grudzień 2005Dla mnie osobiście był to rok wyjątkowy i przełomowy.
Rok zaczynałem jako redaktor naczelny Radia Centrum i kierownik Akademickiej Grupy Medialnej UMCS. Już wtedy jednak wiedziałem, że czas zająć się na poważnie polityką. Zdecydowałem się wystartować do Sejmu, co oznaczało między innymi, że muszę zamknąć swoją przygodę z dziennikarstwem. Nie można bowiem sprawować władzy i równocześnie kontrolować jej. Kiedy swoją decyzję przekazałem ówczesnemu kolegium rektorskiemu UMCS, jako swoją następczynię wskazałem Kasię Mieczkowską, która w połowie roku oficjalnie przejęła po mnie ster władzy w radiu i AGM.
Decyzja o starcie do Sejmu podziałała na mnie bardzo motywująco w zakresie zakończenia przedłużających się niebezpiecznie studiów. W przeciągu pierwszej połowy roku nadrobiłem wszystkie zaległe egzaminy oraz zaliczenia i w ekspresowym tempie napisałem pracę magisterską. Sama obrona była bardzo miła za co dziękuję moim promotorom: dr Józefowi Dudzie i prof. Zdzisławowi Szymańskiemu oraz przewodniczącemu komisji prof. Marianowi Żukowskiemu.
Podczas jednego z czerwcowych wieczorów zostałem nagle zaproszony do Hotelu Lublinianka na spotkanie z Januszem Palikotem. Po niecałych trzydziestu minutach wyszedłem w szoku. Wraz z przybyłym oddzielnie kolegą otrzymałem ofertę kierowania sztabem wyborczym, co zdominowało kolejne kilka miesięcy mojego życia. Praca po kilkanaście godzin dziennie, nadzorowanie projektów o wielotysięcznych budżetach, dziesiątki osób zaangażowanych w codzienną pracę sztabową – to wszystko ukształtowało mnie jako menadżera i dodało pewności siebie.
Co cię nie zabija, to cię wzmacnia – takie motto stało się obowiązujące zaraz po wyborach. Wszyscy czekali na zawiązanie koalicji POPiS, co niestety nie nastąpiło. Układ PiS, Samoobrona, LPR, prezydent Kaczyński – był dla wielu (szczególnie dla Radia Maryja) ciekawszym rozwiązaniem politycznym niż koalicja z “liberalną” PO, którą można już było nawet dzieci straszyć. Sen o koalicji, która trwała przez 2 lata, ale tylko przed wyborami, stał się dla mnie wielką nauką polityczną. Przyjaciołom z PiS odwdzięczymy się za taką Polskę.
1 listopada w rozmowie z szefem powiedziałem: “Janusz, weź mnie ze sobą do Warszawy. Chcę się rozwijać, a w tej sytuacji w Lublinie nie jestem potrzebny.” Po krótkim namyśle szef zgodził się i tak oto objąłem nową funkcję – asystent osobisty posła Janusza Palikota. Nigdy nie chciałem pracować w Warszawie, nigdy nie chciałem być kogokolwiek asystentem, na szczęście spotkałem w swoim życiu człowieka, dla którego zmieniłem taką postawę, a on w zamian zabrał mnie ze sobą do stolicy – wielkiego świata polskiej polityki i biznesu.
Wreszcie 21 grudnia przy obiedzie szef rzuca mi jakby od niechcenia “Krzysiek, wrócisz z Warszawy i będziesz pełnomocnikiem lubelskiej PO ds. wyborów samorządowych.” Zamurowało mnie. Ogrom wyzwania niesamowity. Ryzyko, ale też atrakcyjność polityczna takiej funkcji niewiarygodna. Zapytałem jeszcze tylko, czy nie jestem na to za młody. Ale będący przy stole decydenci stwierdzili, że nie. Dwie godziny później wszystko zostało przegłosowane przez Zarząd Regionu, a ja tym samym dowiedziałem się, co zdominuje moje życie w nadchodzącym roku. Zapowiada się gorąco, ale ja przecież lubię coraz większe wyzwania