logo

Co może Lublin?

Musimy w Lublinie szybko wrócić do idei Uniwersytetu Wschodniego, który idealnie wpisuje się w realizowany przez ratusz i lubelskie uczelnie program Study in Lublin. Może – choćby przy pomocy Instytutu Europy Środkowo-Wschodniej oraz innych zaangażowanych osób i organizacji – znaleźlibyśmy też sposób na otwartą rozmowę w temacie polsko-ukraińskiego pojednania?

Na przełomie stycznia i lutego br. trzy międzynarodowe agencje Standard & Poor’s, Moody’s i Fitch obniżyły rating kredytowy Ukrainy do tzw. poziomu „śmieciowego”. Zdaniem analityków obecnie kupno obligacji emitowanych przez Kijów jest bardzo ryzykowne. Przedstawiciele agencji nie spodziewają się w najbliższym czasie poprawy, stąd również ogłosili negatywną prognozę na przyszłość. Wpisuje się to niestety w ogólne postrzeganie możliwości szybkiego bankructwa Ukrainy. Stało się to dla mnie impulsem do przedstawienia swojego punktu widzenia na temat obecnej sytuacji Ukrainy oraz wyzwań, jakie stoją przed realizowanym w Lublinie programem Centrum Kompetencji Wschodnich.

Korupcja, dziedzictwo ZSRR
Z Ukrainą współpracuję od 2007 roku, ale to czego doświadczam od pół roku osobiście lub poprzez media, zupełnie zmieniło mój punkt widzenia na temat tego, co obecnie w ramach tej współpracy będzie najważniejsze. Bowiem pozytywne relacje pomiędzy ludźmi, oficjalne partnerstwa miast czy doraźnie realizowane w różnych dziedzinach projekty nie rozwiążą problemów systemowych naszych sąsiadów. Jakie więc są to problemy? Według mnie są to przede wszystkim: skorumpowany system państwowy z niewydolnym budżetem, scentralizowany system polityczny skupiony na osiąganiu celów krótkowzrocznych, dziedzictwo Związku Radzieckiego, dramatyczna sytuacja demograficzna, wynikająca z wysokiej śmiertelności i emigracji, słaby stan gospodarki opartej na monopolach i głębokim rozwarstwieniu społecznym, wreszcie duże różnice kulturowe pomiędzy Wschodem i Zachodem Ukrainy, w ramach których rodzą się wzajemne uprzedzenia i konflikty.

Gdzie była Polska 25 lat temu
Jak się okazało pod koniec 2013 roku, eurointegracyjne deklaracje na najwyższych szczeblach ukraińskiej polityki były tylko narzędziem do negocjacji o pieniądze, a te są niezbędne budżetowi ukraińskiego państwa do przetrwania w przedwyborczym 2014 r.
Styczeń 2015 r. to konstytucyjny termin wyborów prezydenta Ukrainy na kolejną kadencję. Zgodnie z konstytucją, to prezydent państwa ma pełnię władzy w tym kraju, więc też od jego osobistej woli zależy, czy rozwój Ukrainy będzie oparty o reformy gospodarcze i ustrojowe, czy też może nie będzie potrzeby ich realizacji dzięki pozyskaniu szybkiego kredytu zaoferowanego przez Rosję.
Należy wreszcie wypracować – najlepiej na szczeblu Unii Europejskiej – plan wsparcia ukraińskiej gospodarki oraz tamtejszego budżetu państwa. W jakimś sensie europejscy przywódcy mają rację kiedy mówią, że gotowa do podpisania umowa stowarzyszeniowa Ukrainy z UE jest najlepszą drogą do przyszłego rozwoju tego państwa. Wystarczy bowiem spojrzeć na Polskę, która 25 lat temu będąc na takim samym poziomie rozwoju jak Ukraina taką umowę podpisała, dzięki czemu obecnie co najmniej statystycznie jest od niej trzy razy bogatsza. Niemniej w obecnej unijnej ofercie dla Ukrainy nie wszystko chyba było dobrze przygotowane, jeżeli wystarczyło tylko kilka rozmów prezydentów Ukrainy i Rosji, żeby ostatecznie to Rosja obiecawszy pożyczkę 15 mld dolarów cieszyła się z politycznego zbliżenia z Ukrainą.
Znalazło się 200 mld dla Grecji
Dla porównania siedmioletni budżet Unii to bilion euro, a UE ma przy tym jeszcze kilka własnych instytucji finansowych, które mogą wygenerować kolejne miliardy. Dla porównania sama bankrutująca Grecja przez ostatnie lata dostała od Unii Europejskiej 200 mld euro pożyczek.

Po raz pierwszy za granicę
Związek Radziecki, a wcześniej Imperium Rosyjskie przez setki lat odciskały swoje piętno na terenach najpierw wschodniej a później zachodniej Ukrainy. Ukształtowały ten kraj sankcjonując korupcję, strach przed władzą, relacje gospodarcze, dążenie do monopoli. Mały i średni biznes, który jest podstawą rozwijającej się gospodarki Polski, na Ukrainie praktycznie nie istnieje, zaś PKB tworzone jest przez wielkie zakłady pracy i administrację. Taka struktura jest oczywiście bardzo podatna na wszelkie kryzysy globalnej gospodarki i tym bardziej uzależnia od tradycyjnych rynków zbytu, np. obecnych krajów WNP. Narastający ostatnio kryzys polityczny wraz z kryzysem budżetowym mocno osłabił też ukraińską hrywnę oraz uszczuplił dolarowe rezerwy walutowe.
Dodajmy do tego, że według statystyk 70% Ukraińców nigdy nie było za granicą. W lubelskim ratuszu wciąż podejmuję delegacje z centralnej i wschodniej Ukrainy złożone z osób, które nigdy nie były w Polsce i nie widziały, jak bardzo w Unii Europejskiej rozwinięta jest samorządność. Goście dziwią się też, że nasza lokalna opinia publiczna jest dyżurnym i skutecznym pręgierzem dla polityków. Tym bardziej więc uświadamiam sobie, iż dzisiaj nie jest sztuką robić zwyczajowe projekty rozwojowe z Ukrainą Zachodnią. Prawdziwym wyzwaniem jest regularnie jeździć z Lublina do Ukrainy Centralnej i Wschodniej, dominujących politycznie i gospodarczo, żeby tam na miejscu zachęcać do zaadoptowania polskich doświadczeń transformacyjnych oraz standardów Unii Europejskiej. W szczególności piszę tu o niewątpliwym sukcesie zrealizowanej w Polsce reformy samorządowej.

Zmarnowana Rewolucja
Przy okazji przyznam się, że nie byłem jedną z tych osób, które jeździły przez ostatnie tygodnie do Kijowa na Majdan. Chciałbym bowiem wspierać protestujących tam na inne sposoby. Po czasie rewolucji zawsze trzeba wracać do domów, miejsc pracy i w swoich codziennych zachowaniach wprowadzać nowe standardy, o które rewolucja walczyła, tak żeby później nie trzeba było mówić, iż jej owoce zostały zmarnowane jak w przypadku Pomarańczowej Rewolucji.
Co więc należałoby zrobić i jaka mogłaby być rola Lublina jako Centrum Kompetencji Wschodnich? Przez ostatnie lata nasze miasto stało się ważnym ośrodkiem realizacji projektów z krajami Partnerstwa Wschodniego (głównie z Ukrainą). Robimy to wspólnie z jednostkami samorządu terytorialnego, instytucjami kultury, uczelniami. Choć ta współpraca mogłaby być jeszcze bardziej efektywna, to jednak już dziś jesteśmy szanowani za osiągnięte sukcesy, zdobyte doświadczenia i otwartość z jaką podchodzimy do problemów naszych sąsiadów. Specjaliści z Lublina powinni być już niedługo obecni również bezpośrednio w Kijowie, by wspomagać wprowadzanie wspomnianych zmian w imieniu Unii Europejskiej i naszej polskiej racji stanu.

Uciec do przodu
Moim zdaniem musimy również w Lublinie szybko wrócić do idei Uniwersytetu Wschodniego. Jest to wielki i wymagający projekt, który jednak idealnie wpisuje się w realizowany przez ratusz i lubelskie uczelnie program Study in Lublin. Może właśnie również w naszym mieście – choćby przy pomocy Instytutu Europy Środkowo-Wschodniej oraz innych zaangażowanych osób i organizacji – znaleźlibyśmy sposób na jeszcze bardziej otwartą rozmowę w temacie polsko-ukraińskiego pojednania? Marzy mi się, żeby o problemach naszego wspólnego dziedzictwa historycznego i kulturowego rozmawiać patrząc w przyszłość, a nie jedynie rozdrapując stare rany, kiedy tylko jakimś politykom w Polsce czy na Ukrainie przyjdzie chęć zbicia na tym kilku punktów popularności. Wzorem dla nas powinna być Krzyżowa i pojednanie polsko-niemieckie, które zostało zrealizowane z wielkim społecznym sukcesem oraz milionami uczestników. Dlaczego więc nowocześnie i systemowo pojmowane pojednanie polsko-ukraińskie nie mogłoby rozpocząć się w Lublinie? Marzy mi się, żeby w ten proces włączyć po obu stronach granicy młodzież i studentów w oparciu o wszystkie lubelskie instytucje, którym bliska jest idea Lublina jako Centrum Kompetencji Wschodnich.

Krzysztof Łątka,
dyrektor Wydziału Projektów Nieinwestycyjnych, odpowiedzialny w Urzędzie Miasta Lublina za realizację projektów transgranicznych z Ukrainą, lider linii „dobre rządzenie” Centrum Kompetencji Wschodnich

Żródło: Gazeta Wyborcza Lublin

Działam w:

  • Centrum Kompetencji Wschodnich
  • Miasto Lublin
  • Platforma Obywatelska RP